wtorek, 11 marca 2008

Tylko praca i praca...

Zdaję sobie sprawę, że prowadzenie tego bloga będzie wymagało poświęcenia czasu, którego nie mam... W związku z tym proszę Was o cierpliwości tonę, bo sporo historii do opowiedzenia a czasu niewiele, więc trochę to potrwa...

A w międzyczasie jeśli się nie boicie to możecie od czasu do czasu wrzucić np komenatrz do któregoś z postów. Będę wiedział, że coś jest na rzeczy...

sobota, 29 grudnia 2007

Oj, czuję że pójdziemy trochę dalej...

Pewnie każdy zastanawia się: Jak to się zaczęło. Jakie były pierwsze zmagania z maszynami mającymi za zadanie poruszać się "o własnych siłach". Dzisiejszy samochód jest kwintesencją całej motoryzacji, wszystkich absolutnie osiągnięć razem wziętych. Dzisiejsze modele Mercedesa, Audi czy BMW absolutnie nie pozostawiają nam nic do roboty. Właściwie tylko gaz, hamulec, kierownica.
Pamiętam jak miałem z 10 lat na karku. Mój padre był wtedy w posiadaniu Wartburga 1ooo Exclusive z 1964 roku.


Cóż to była za maszyna...

To w tym samochodzie pokonywałem pierwsze metry za kierownicą, to właśnie w Nim trzeba było się zatrzymać i przełożyć pod maską jakieś tam wężyki, żeby zaczęło lecieć do środka ciepłe powietrze, to właśnie Nim jechaliśmy pięcioosobową rodziną na Mazury ze Śląska blisko dwie doby... połowę trasy pokonując, mając jedynie trzeci i czwarty bieg do dyspozycji...
I to ja rozumiem...
Ale, ale... Do czego to ja zmierzałem...
Jak już napisałem wcześniej część z nas zastanawia się jak się to wszystko zaczęło. Postaram się przybliżyć ten temat, jeśli nie całkiem to chociaż w pewnym stopniu. Mam do Was jednak prośbę, gdybym gdzieś popełnił błąd, to błagam nie wahajcie się ani chwili tylko piszcie o nim śmiało w komentarzach, dzięki temu unikniemy rozsiewania informacji tzw. kulawych.

A więc do dzieła.

Wikipedia podaje, że pierwszym pojazdem samobieżnym (w rozumieniu jako napędzanym nie siłą mięśni) był napędzany dwucylindrową maszyną parową pojazd mający w założeniu za zadanie ciągnięcie dział. Konstruktorem był Nicolas-Joseph Cugnot, francuski inżynier wojskowy. Pojazd ten ujrzał światło dzienne w 1796 roku, ważył ok czterech ton i rozwijał prędkość maksymalną 4 km/h. Cóż... Właśnie ze względu na tę zawrotną prędkość pojazd nie przypadł do gustu ówczesnemu społeczeństwu i został "schowany do szuflady".
Trochę później przyszedł czas na kilka maszyn parowych, jednak były to maszyny kolejowe więc nie biorę ich pod uwagę.

CDN


































Nie trwało to długo... Coś już mam...
Oto perełka nad perełki, oczywiście moim zdaniem.





Co ciekawe firma Microcars nadal istnieje. Podczas oglądania po raz pierwszy P50 w tv byłem przekonany, że była to firma, która gdzieś tam w trakcie samochodowego boomu próbowała podbić rynek zupełnie innym pomysłem na podróżowanie w ruchu miejskim.
Tymczasem firma istnieje! http://www.micro-car.co.uk/

scx
Pojęcia nie mam jak można takim Messerschmittem jeździć. Do momentu kiedy to spotkałem właśnie tego czerwonego diabełka moim dziwadłem życia było BMW Isetta, choć ostatnio zabił mnie pojazd marki Microcars. Mianowicie model Peel P50, pokazany kilka tygodni temu przez ekipę Top Gear. Postaram się wrzucić kilka zdjęć jak znajdę...

Ponieważ jest to początek tego bloga to nie będę się zbytnio rozpisywał...

Messerschmitt









Po pierwsze...

Po pierwsze kultura osobista nakazuje aby się przywitać... Co też tymże wpisem czynię...
Dzień Dobry, Dobry Wieczór... czy jak tam jeszcze... w końcu skąd mam wiedzieć kiedy tu zaglądacie.
Mam nadzieję, że będziecie zaglądać dość często i że będziemy się dzielić wzajemnie wrażeniami dotyczącymi staruszków. Zarówno tych, które stoją gdzieś w szopie i zżera je rdza, jak i tych, które mkną od święta po naszych szosach dosiadane przez niejednokrotnie swych pierwszych właścicieli w goglach i białych szalikach...

Skracając: Zapraszam!